Nareszcie! Premiera, na którą czekałem cały rok. Skyrim zadebiutował i pomimo konkurencji – bo jak wiadomo październik i listopad obfitował w bardzo dużą ilość megapremier – radzi sobie świetnie. W przeciągu 48 godzin od daty premiery, gra sprzedała się w 3.5 mln kopii. Wynik bardzo dobry, a będzie jeszcze lepiej -to pewne.
Od chwili kiedy dostałem grę w swoje ręce, do dnia dzisiejszego nie minęło wiele. Dlatego moja opinia na tematy projektu będzie powierzchowna. Moje sprawne oko gracza, od samego początku grania naliczyło całą masę błędów – mniejszych i większych. Jak to bywa w projektach Bethesdy, rzeczy niedorzeczne są na porządku dziennym: przenikające tekstury, lewitowanie postaci, śmieszne animacje – to sytuacje, z którymi spotkać się można bardzo często. W sieci możemy znaleźć całą masę filmików z latającymi końmi czy ciekawszymi wybrakami, jakie funduje nam silnik w Skyrim. Co z tego? Tak na prawdę nic, bo są to momenty, które nas śmieszą gdyż The Elder Scorlls V, to kawał solidnej i dobrej roboty. Klimat, fabuła, świat – wszystko to co zawsze towarzyszyło tej serii od początku, zostało przygotowane ponownie najwyższym poziomie.
Główny wątek fabularny w grze, to kilkadziesiąt godzin solidnej dawki emocji. Te kilkadziesiąt godzin, to tak naprawdę zaledwie kilka procent z tego, co możemy otrzymać w Elder Scorlls. Zdecydowaną zaletą projektu jest otwartość świata i dowolność prowadzenia fabuły. Przyjemność z grania jest tak duża, że ja nie spieszę się z rozgrywką, delektując się nad efektami prac u gimnastyką umysłów pracowników Bethesdy. Czy warto zainwestować w grę? Zdecydowanie tak. Być może za jakiś miesiąc uda mi się stworzyć jakąś recenzje, dzisiaj w ciemno gra dostaje ode mnie 9.5.